Nie lubię słowa “coaching”

Uwielbiam coaching, ale szkoda, że tak fatalnie się nazywa… Ta dość niefortunna, moim zdaniem, nazwa jeszcze nie znalazła godnego jej zastępcy. A zastępca musi być godny dla tak wartościowego narzędzia, jakim coaching jest. To wymaga zacnego nazewnictwa, dlatego zapewne nikt jeszcze nie wymyślił nic odpowiedniego.

Jak wiele innych osób, i ja nie znałam prawdziwego znaczenia tego słowa lub miałam o nim błędne wyobrażenie. Jednak już na pierwszych zajęciach w szkole coachingu zrozumiałam je i pokochałam coaching.

Ja rozumiem coaching jako wsparcie drugiego człowieka na drodze do zmiany. Wsparcie poprzez uważną obecność i głębokie skupienie na drugim człowieku i jego problemie. Według mnie jest to najważniejszy aspekt coachingu, bo wśród tylu zewnętrznych bodźców, tylu doradców w postaci naszych bliskich lub dalszych, książek i internetu, brakuje często kogoś, kto wysłucha nas tak naprawdę; kto zamiast podania “3 sposobów na” zapyta o to, co dla nas jest naprawdę ważne.

Jest wiele narzędzi, z którymi coaching zwykle się kojarzy, na przykład pytania, czy różne techniki. Myślę, że z ich powodu mamy czasem błędne wyobrażenie coachingu. Czasem możemy się bać “pytania coachingowego”, bo “co, jeśli nie będę znał odpowiedzi?”

Moim zdaniem wszystkie te narzędzia mogą być bardzo pomocne, jednak dla mnie mają znaczenie drugorzędne. Wartościowa sesja coachingowa to przede wszystkim bycie przy drugim człowieku, bez oceniania, lecz z pełnym poświęceniem dla tego, co dla niego jest ważne w danym momencie. To rozmowa, mająca na celu dotarcie do źródła - do tego, co dla nas jest najważniejsze, jakie są nasze pragnienia, nasze cele, a czasem zauważenie tego, z czego nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy. W coachingu skupiamy się na celach i marzeniach, oraz na sposobie ich osiągnięcia i spełnienia.

Oczywiście coaching to pytania. Ale są to pytania adekwatne i wspierające; pytania poszukujące źródła; pytania, na które nie trzeba znać odpowiedzi, bo tak jak brak działania to też decyzja, tak brak odpowiedzi to też ważna wskazówka.

To głównie odróżnia coaching od psychoterapii, podczas której poszukuje się przyczyn i zrozumienia naszej obecnej sytuacji. Zagląda się w przeszłość i analizuje się ją. W coachingu natomiast skupiamy się na przyszłości - jak chcę się czuć, gdzie chcę być i jak chcę tam dotrzeć.

Dlaczego jeszcze coaching jest tak wspaniałą formą wsparcia? Bo dobry, wspierający coach wierzy w to, że Klient jest ekspertem od własnego życia, dlatego nie daje rad, nie naprowadza na “odpowiedni” kierunek. Coach wie, że Klient jest wystarczający, aby dotrzeć do swojego celu, dlatego nie “naprawia”, nie zmienia Klienta. To, co robi coach, to pomaga Klientowi w określeniu jego celów i kierunku, a potem oświetla mu drogę.

Lubię patrzeć na coaching jak na sianie ziaren. Każde pytanie coacha i każda refleksja Klienta to ziarno rzucone w glebę. Coach podlewa i nasłonecznia. Jedne ziarna kiełkują szybko, inne wymagają czasu.

Jakie zatem słowo mogłoby godnie opisać ten wartościowy proces? Obecność? Uważność? Sianie? Każde wydaje się nie oddawać w pełni tego, czym coaching jest i jak wielką wartość może wnieść na drodze do odnajdywania celu, jego istoty i dotarcia do niego.