Czy miłość, rozumiana jako emocja, może być mądra, czyli kierowana rozumem? Jak można kochać mądrze, skoro miłość to stan uniesienia?

Moim zdaniem podstawą mądrej miłości jest egoizm. Dobry, pozytywny egoizm, czyli przede wszystkim miłość do siebie. Nie narcystyczna, nie bezkrytyczna, tylko taka, która wyposaża nas w tyle zasobów, że możemy i chcemy się nimi dzielić. Tak, jak w samolocie - najpierw maska tlenowa dla siebie, potem ratujemy innych - tak w mądrej miłości najpierw dajemy sobie, troszczymy się o siebie, a potem rozdajemy miłość innym.

To jest fundament, na którym można dalej budować.

Uważam, że kopalnią wiedzy dla zbudowania mądrej miłości są zasady stoickie. Jednym z elementów takiej budowli jest zrozumienie tego, że nie na wszystko mamy wpływ, że nie warto walczyć z czymś, co jest niezależne od nas. Tym czymś jest tutaj drugi człowiek - partner, dziecko, rodzic, przyjaciel. Ten człowiek jest osobnym i niezależnym bytem (pomijam tu kwestię opieki nad kimś, kto tej opieki wymaga), ma własne życie wewnętrzne, własne wartości i własne poglądy. Jeśli tego nie zaakceptujemy, będziemy walczyć o to, aby drugi człowiek myślał i robił tak, jak chcemy my.

Kolejnym istotnym składnikiem trwałej konstrukcji jest akceptacja zmian, czyli przemijania, jako naturalnego etapu życia. Nieodzowną częścią życia są zmiany biologiczne, emocjonalne, duchowe, a wszystkie one prowadzą do przemijania, bo coś musi przeminąć, żeby coś nowego mogło powstać. Przemijanie, czasem definiowane jako strata, potrafi być bardzo bolesne, jeśli nie potrafimy go zaakceptować i jeśli staramy się za wszelką cenę zatrzymać coś, co z natury jest nietrwałe. A przecież nie mamy na to wpływu, więc znowu wracamy do punktu wyjścia filozofii stoicyzmu.

W partnerstwie tęsknimy za romantyzmem z początków znajomości. W rodzicielstwie tęsknimy za szkrabem, dla którego byliśmy najważniejsi i najmądrzejsi na świecie. W relacji z rodzicami tęsknimy za utuleniem nas i zaopiekowaniem się nami. Jeśli popatrzymy na to, jak na utratę czegoś, co pragniemy przywrócić, będziemy cierpieć. Ale jeśli popatrzymy na to, jak na jakiś etap, który wniósł w nasze życie pewne wartości, ukształtował nas i który zakończył się, aby zrobić miejsce nowemu, będziemy otwarci i ciekawi, co kolejne doświadczenia nam przyniosą.

Źródłem cierpienia w relacji jest nieudana próba zmiany drugiej osoby.

Jako rodzice próbujemy wszystkiego, aby wpłynąć na nasze dzieci tak, by myślały, jak my lub pragnęły tego, co my. Z jednej strony chcemy, aby były szczęśliwe, ale z drugiej strony wciąż je “naprawiamy”, czyli nie wierzymy, że są “wystarczające”. Nazywamy to “wychowaniem”, mówimy, że “edukujemy” nasze dzieci. Czy oby na pewno? Czy to jest “dobry system edukacji”?

Mój pogląd na wychowanie mojego dziecka odmienił wybitny duński terapeuta rodzinny Jesper Juul - autor wielu książek, które powinny być lekturą obowiązkową w szkołach, a potem wyprawką dla młodych rodziców.

A co robimy jako partnerzy? Czy nie staramy się wpływać na naszego partnera tak, aby go trochę “naprawić”? Czy nie irytujemy się, gdy nie postępuje tak, jak my byśmy tego chcieli?

A co robimy sobie samym? Czy patrzymy na siebie z miłością i akceptacją? Czy dajemy sobie przyzwolenie na błędy? Czy troszczymy się o siebie fizycznie i mentalnie? Czy akceptujemy fakt, że się zmieniamy i czy czerpiemy z tych zmian radość i mądrość, czy może staramy się wciąż jakoś siebie “naprawić”? Jeśli my sami mamy na własny temat tyle negatywnych przekonań, to będziemy cierpieć.

Zamiast refleksji nad sobą i miłości do siebie, będziemy szukać na zewnątrz przyczyny naszego złego samopoczucia. Będziemy umniejszać innym, aby samemu poczuć się lepiej. Będziemy starać się zmieniać wszystkich wokół, aby zobaczyć w nich to, co tak naprawdę chcielibyśmy zobaczyć w lustrze.

Mądra miłość zatem to taka miłość, która jest pełna akceptacji tego, że wszystko się w życiu zmienia. My się zmieniamy, nasi partnerzy się zmieniają, nasze dzieci się zmieniają. Mądra miłość zakłada, że zamiast walczyć o zmianę drugiego człowieka i siebie samego, warto obserwować i czerpać, bo od każdego możemy wziąć coś dla siebie. Dużo też możemy wziąć sami od siebie, jeśli docenimy i pokochamy to, co widzimy w lustrze.